3 września 2013

52. Recenzja „Enklawa” – Ann Aguirre

„Nie odrzucaj życia tak po prostu. Cokolwiek zrobisz, niech twoje życie ma znaczenie.”
Świat to miejsce niebezpieczne dla ludzi. Z nieba pada deszcz, który może zniszczyć człowieka, a słońce to śmiercionośne narzędzie. Ludzie odkąd przyroda obróciła się przeciwko nim, przenieśli się pod ziemię i tam żyją w enklawach. Mieszkańcy enklawy College od zawsze żyją według brutalnych zasad, które pomagają im przetrwać. Według tradycji, gdy dożyje się piętnastych urodzin, następuje uroczyste nadawanie imienia. Jest to dość paskudna ceremonia. Pełna bólu, krwi i otrzymywania nowych blizn. I to one identyfikują twój status. Osoby, które zostają Łowcami mają aż sześć blizn, dzięki którym każdy mieszkaniec enklawy wie w jakim stopniu przyczynia się do przetrwania ich społeczeństwa. Na takim stanowisku jest Karo. Piętnastoletnia, świeżo upieczona Łowczyni, która za wszelką cenę chce pomóc swojej enklawie. Jej nauczycielka pokłada w niej wielkie nadzieje, dlatego łączy ją w parę z tajemniczym Cieniem, najlepszym Łowcą. Ale ich współpraca może potoczyć się trochę inaczej niż sobie wymyśliła.

Karo, jak większość ludzi nie ufa Cieniowi. Nie jest on rdzennym mieszkańcem ich enklawy. Został odnaleziony wśród tuneli. Samotny, wygłodzony, szukający schronienia. Enklawa dała mu szansę znalezienia miejsca wśród ludzi, ale on ma swoje racje i nie wierzy mieszkańcom podziemi. W zamian za dach nad głową Cień musi pomóc walczyć z tajemniczymi Dzikimi. Pół ludźmi, pół bestiami, którzy terroryzują całe podziemie. Teraz wraz z Karo przeczesują tunele w poszukiwaniach wieści z innych enklaw. W końcu muszą nauczyć się sobie ufać, choć dziewczyna ma opory. Chłopak pytany skąd pochodzi zawsze kłamie. Przynajmniej w mniemaniu Karo, bo wciąż opowiada, że przybył z powierzchni. A przecież wszyscy wiedzą że tam nic nie ma. Że świat to jedna wielka pułapka. Że życie na Ziemi to samobójstwo. A może się mylą?

Pomysł na książkę jest bardzo fajny, choć z opowiedzeniem jest troszkę gorzej. Często coś zgrzytało mi w opowieści. Wydawało się jakby pewne wydarzenia były nieprawdopodobne. Rozumiem, że bohaterowie zawsze muszą wyjść cało z bitew, ale jakieś trudności również powinny się pojawiać. Bo trochę to wygląda tak jakby Karo i Cień byli niepokonani. Ale mimo tej drobnej nieścisłości książka bardzo mi się podobała.

Dobrym pomysłem były wstawki na początku rozdziału z ksiąg enklawy czy innych źródeł. Podobało mi się również nawiązanie tej pozycji do opowieści George’a MacDonald’a „Chłopiec Dnia i Nocna Dziewczyna”. Ta historia wpleciona w przygody Karo i Cienia idealnie oddaje ich położenie. Od razu widać, że oboje po trochu przypominają te postacie. I mimo, że nie czytałam tej książki, bo niestety nie została ona przetłumaczona na język polski, to fragmenty, które przytoczyła autorka pozwalają nam na chwilę oderwać się od ich beznadziejnego położenia i poznać bohaterów z innej perspektywy. Super pomysł, który pozwala czytelnikowi na więcej zabawy.

Książkę polecam raczej osobom, które szukają czegoś lekkiego i niemęczącego. Ta książka to spokojna opowieść, pokazująca nam wiele piękna.

Moja ocena: 7/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniu W prezencie

2 komentarze:

  1. Kiedyś miałam ochotę na tę pozycję, ale później przeczytałam jedną negatywną recenzję i sobie ją odpuściła, lecz po Twojej recenzji znowu coś mnie w niej ciekawi. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie "Enklawa" była bardzo słaba.

    OdpowiedzUsuń