29 kwietnia 2014

100. Recenzja „Beta” - Rachel Cohn

„Jestem dobrą dziewczyną, nie okropnym klonem. Ale mam swoje dziwactwa. Wspomnienia. Smak. Nie zawiodę rodziny, która mnie pokochała, i nie pozwolę, by moje odchylenia przerodziły się w defekty. Nie przyniosę rodzinie wstydu. Będę je ukrywała tak samo, jak oni trzymają w tajemnicy istnienie defektów. Należę do nich, ale beta-dziwactwa należą do mnie. Tylko do mnie.”
Witajcie! Nazywam się Elizja i jestem betanastolatką. Wyklułam się kilka tygodni temu. Mam szesnaście lat i żeby wytłumaczyć Wam ten sprzeczny fakt powiem, że jestem klonem. Istotą stworzoną na wzór człowieka, jednak nie posiadam duszy, zmysłu smaku, ani swojego zdania. Skonstruowano mnie, abym służyła innym. Przez pewien czas pracowałam w milutkim butiku razem z inną betanastolatką. Jednak pewnego dnia przyszła piękna pani i zabrała mnie do swojego domu. Okazało się, że jej mężem jest gubernator i jej rodzina jest bardzo zamożna. Kupiła mnie, ponieważ chciała, abym zastąpiła jej córkę, która wyjechała na studia. Mam trenować z Ivanem jej synem i pilnować Liesel jej młodszej córki. Przez długi czas wszystko jest bardzo spokojne i cudownie jest poczuć, że znalazło się swoje miejsce. Jednak nie wszystko może być idealne, nawet na tak cudownej wyspie jaką jest Dominium, gdzie powietrze i woda są zawsze czyste i pomagają ci się uspokoić. Ten raj na ziemi skrywa też wiele tajemnic, których nie wszyscy chcieliby rozwikłać. Jednak ja też mam swoje sekrety i czy to się Wam podoba, czy nie będę ich strzegła do końca życia.

26 kwietnia 2014

[Uciekajcie, Artemis zaczyna ględzić] Konkurencja i krytyka

Z racji tego, że w ostatnim czasie wiele razy natykałam się na ten temat sama postanowiłam go poruszyć i wyrazić swoje zdanie. Ten temat z całą pewnością istnieje od bardzo długiego czasu w blogosferze i zbiera wiele kontrowersji. Ja nie widzę nic złego w zdrowej i uzasadnionej krytyce i czasem łaknę jej jak wody.

Wiecie, że mój blog ma już ponad rok i bardzo się z tego cieszę, jednak bardzo martwi mnie fakt braku krytyki z Waszej strony. Nie wierzę, że każde moje słowo jest logiczne i przecinek zawsze jest w odpowiednim miejscu. Nie jestem idealna. Więc dlaczego nigdzie nie ma ani słowa krytyki na moim blogu?

To pytanie jest bardzo logiczne i zastanawiające. Gdy niektórzy z Was, drodzy blogerzy, przeżywali plagę Anonimowych krytyków u mnie nie było o tym ani słowa. Dla mnie ten fakt można wytłumaczyć na kilka sposobów, jednak ja zastanawiam się między dwoma:
1) boicie się, że Was zwyzywam;
2) mój blog jest po prostu jeszcze za młody i zbyt mało popularny.
Ja skłaniałabym się do odpowiedzi nr 2, jednak tak naprawdę to wszystko może być prawdą.
Po długim wstępie, który w ogóle nie powinien się pojawić, porozmawiajmy o konkurencji.

24 kwietnia 2014

99. Recenzja „Feed” - Mira Grant

Przełomowe momenty dostrzegamy dopiero wtedy, gdy już miną.”
Nazywam się Georgia Mason. Mój brat woła na mnie George. Jestem Newsie. To jest moja krótka charakterystyka. Zacznę jednak od początku dla tych, którzy jeszcze nie do końca rozumieją co tu napisałam. Około dwadzieścia lat temu wynaleziono lek, który miał sprawić, że nigdy więcej żaden człowiek miał nie cierpieć na przeziębienie. Pewien dziennikarz szukający newsów napisał, że lek ma być odpłatny i przekazany tylko najbogatszym jednostkom, jednak nie byłoby to możliwe, bo został on tak skonstruowany żeby przenosił się jak przeziębienie z człowieka na człowieka. Nie wszyscy to zrozumieli. Ukradziono lek i rozpylono go nad jednym z miast. Mniej więcej w tym samym czasie wynaleziono też lek na raka i jego nazwa pochodziła od pierwszej wyleczonej, czyli Amberlee. Gdy rozpylono w powietrzu lek na przeziębienie połączył on się z lekarstwem na nowotwór i stworzono chodzące trupy. Tak powstało Kellis-Amberlee. Istnienie zombie przez pewien czas starano się utrzymać w tajemnicy, dlatego prawdy nie mogłeś dowiedzieć się z mediów. Szczerzy byli tylko blogerzy, którzy obecnie są filarem świata i relacjonują wszystko na co się natkną. W ciągu kilku lat od powstania zombie wykreowany został obecny podział blogosfery. Newsie – do których należę – relacjonują fakty i rzadko wyrażają swoją opinię. Są po prostu szczerzy. Stewarci – zajmują się opiniami opartymi na faktach. Irwinowie wychodzą na zewnątrz narażają swoje życie, żeby wszyscy, którzy siedzą w domu mogli poczuć dreszczyk emocji. Oni czasami po prostu dźgają zombie patykiem, tak jak mój brat Shaun. Cioteczki dzielą się przepisami i innymi pozytywnymi rzeczami, żeby umilić wszystkim życie. No i są Fikcyjni, którzy piszą opowiadania, poezje, a czasem zamieszczają też w sieci swoje sny. Oni tworzą swoją własną tradycję znaną tylko im. My, blogerzy, staliśmy się stałym oparciem, w które możecie wierzyć lub nie. To już zależy od Was.

21 kwietnia 2014

Muzyka dla książki #6

Kilka chwil wcześniej zapowiadałam, że dziś pojawi się recenzja, jednak z racji tego, że ostatnio nie mam za bardzo co recenzować, więc wolę mieć coś w zapasie, postanowiłam wrzucić Muzykę dla książki, ponieważ od jakiegoś czasu łazi za mną ta koncepcja. Prawda jest taka, że odkąd skończyłam niżej wymienioną książkę czułam, że pewna piosenka pasuje do niej w stu procentach. Wydaje mi się, że ten utwór muzyczny i ta powieść pasują do siebie idealnie i się uzupełniają. Zawierają w sobie wielką moc, która wypełnia nas i pomieszczenie, w którym się znajdujemy. Żeby Was bardziej nie zanudzać książką, którą tym razem wybrałam jest Morze spokoju autorstwa Katji Millay.

18 kwietnia 2014

98. Recenzja „Na psa urok” - Kevin Hearne

„Ci wszyscy ludzie, którzy są teraz w moim życiu, sprawiają, że mogę choć na chwilę zapomnieć o tych, których dawno już straciłem lub pogrzebałem. Oto prawdziwa magia.”
Nazywam się Siodhachan Ó Suileabhain, jednak w obecnych czasach przyjąłem trochę bardziej współczesne nazwisko i ludzie znają mnie jako Atticusa O’Sullivana właściciela małego sklepiku o wdzięcznej nazwie „Trzecie Oko. Książki i Zioła” w Tempe. Wyglądam na około 20 lat, jednak tak naprawdę mam ponad dwa tysiąclecia na karku. Miejsce zamieszkania zmieniam co kilka lat, tak żeby ludzie nie zaczęli zadawać pytań oraz po to, aby Aenghus Óg mój największy wróg od zarania dziejów, nie mógł mnie odnaleźć, ponieważ jestem w posiadaniu czegoś co on uważa za swoje. Jednak bóg miłości się myli. Miecz nie należy do niego, więc nie powinien mnie nachodzić, ani wysyłać płatnych zabójców na mnie. Przecież to nudne. Mógłby sam pofatygować swój tyłek, żeby się ze mną rozprawić, a nie jakieś Firbolgowie, którzy wymachują tylko tymi swoimi włóczniami i więcej gadają niż myślą. W sumie, gdy dowiedziałem się, że Aenghus idzie po mnie powinienem się trochę przerazić, jednak zawarłem pewnego rodzaju pakt z Morrigan, która sprawi, że nie będę mógł umrzeć. Jednak są też inne boginie, które mogą mnie zabrać ze sobą, gdy nadejdzie mój czas. Może jednak powinienem zacząć się bać?

14 kwietnia 2014

97. Recenzja „Morze spokoju” - Katja Millay

„Natura to suka. Nie da się długo z nią walczyć”
Od dwóch lat nie żyję. Jestem cieniem siebie sprzed morderstwa, które całkiem zmieniło moje życie. Które wprowadziło mnie w stan egzystencji. Od tamtej pory żyję, choć tak naprawdę nie powinnam. W końcu jednak muszę zacząć wszystko od nowa. Muszę pójść do szkoły i ruszyć dalej z życiem, bo codzienne oglądanie bliskich mi osób, którym nie mogę powiedzieć prawdy sprawia, że mam już dość. Wyjeżdżam do ciotki i tam z dala od prawdy, która ciągnie się za mną od dwóch lat staję się nową Nastyą Kashnikov. Zaczynam ubierać się jak ruska kurwa i chować swoją twarz za toną makijażu. Już samym chodzeniem w czarnych miniówkach i szpilkach zwracam na siebie uwagę, jednak nie przeszkadza mi to. Ważne, że większość osób trzyma się ode mnie z daleka. Oprócz Drew. Chłopak ma niezły tupet i jeśli wierzyć plotkom przeleciał już większość nastolatek w tej szkole. Wiem czemu łazi za mną jak cień, jednak jego sławny czar na mnie nie działa i w końcu będzie musiał pogodzić się z porażką. Na razie jednak pójdę z nim na imprezę. Może wtedy da mi spokój?

11 kwietnia 2014

Liebster Blog Award #9

Jakiś czas temu po raz kolejny zostałam zaproszona do Liebster Blog Award. Staram się odpowiadać na każde pytania, mimo że wiem jak czasami Was irytują takie wpisy średnio związane z książkami. W każdym razie w tym momencie nie mam za wiele do recenzowania. Poza tym w tym tygodniu byłam strasznie zajęta centralnym etapem I Olimpiady wiedzy o turystyce. Już teraz Wam powiem, że w przyszłym roku będę również walczyła i chcę osiągnąć więcej. Pierwsza trzydziestka to i tak dużo [w etapie szkolnym brało udział ponad 2000 osób, a w okręgowym 200]. Jestem jednak zadowolona, ponieważ było naprawdę wiele zdolniejszych i bardziej ambitnych ode mnie osób :)
Jednak nie przedłużając przedstawiam Wam pytania od Jane Rachel z bloga Zanim Zajdzie Słońce.

9 kwietnia 2014

96. Recenzja „Czas żniw” - Samantha Shannon

„Zaufanie. Rozpoznałam to słowo. Zalany słońcem kwiat na skraju postrzegania, wabiący do innego świata.”
Sajon. Nie ma bezpieczniejszego miejsca. Jednak tylko dla zwykłych ludzi. Każdy jasnowidz uważany jest za coś gorszego. Za coś co może zginąć za sam fakt, że oddycha. Wszystko zapoczątkował król Edward VII, któremu przypisano pięć morderstw. Uważa się, że to przez niego rozniosła się plaga jasnowidzenia. Sądzono, że miał on wielu popleczników, którzy zabijali i czerpali energię ze zła. Wtedy powstał Sajon, aby zniszczyć całą chorobę. Wielka republika, która jest maszyną tropiącą jasnowidzów. Każdy zły czyn był przypisywany odmieńcom. Według nich ślepcy, czyli zwykli ludzie, nie byli w stanie popełnić żadnego zła.  Rząd Sajonu gardzi jasnowidzami, więc wszyscy musieli przenieść się do podziemia i tam musimy wieść życie pełne niebezpieczeństw i ciągłego strachu, że nas złapią.

7 kwietnia 2014

95. Recenzja „Nowa ziemia” - Julianna Baggott

„Można znaleźć piękno jeśli wystarczająco mocno się go szuka”
Świat po wybuchu. Po eksplozjach, które zniszczyły wszystko co było dotąd nam znane. Wszystko co posiadało choć namiastkę piękna. Teraz wszyscy, którzy żyją na zewnątrz są z czymś stopieni bądź posiadają wiele szram. Ja, Pressia Belze, niebawem skończę szesnaście lat i będę poszukiwana przez OPR. Grupę powstałą po Wybuchu, która na początkubyła Operacją Poszukiwawczo-Ratowniczą, lecz obecnie jest to Organizacja Przenajświętszej Rewolucji. Zrzeszenie, które pragnie najechać na Kopułę. Na miejsce, gdzie jeszcze istnieją ludzie bez mutacji, gdzie wszystko jest idealne. Od kilku dni czeka już na mnie szafka, w której mam się schować w razie przyjazdu OPR. Jest tam również tunel przez który mam uciec. Jednak nadal nie mogę sobie tego wyobrazić, bo wątpię bym była w stanie zostawić dziadka samego. Lecz świat ma wobec mnie inny plan. Taki, w którym nie do końca pragnę uczestniczyć. Który zmieni wszystko co do tej pory wiedziałam i sprawi, że ostatecznie nie będę wiedziała kim jestem.

3 kwietnia 2014

94. Recenzja „Partials. Częściowcy” - Dan Wells

„Nie musisz być skazana na swój los, ograniczona nim. To ty możesz dokonać wyboru i nie pozwól, by ktokolwiek ci to prawo odebrał.”
Ten świat nie jest przyszłością jaką sobie wyobrażaliśmy. Nie sądziliśmy, że przyjdzie nam żyć wśród smutku i nadziei, że może kiedyś przyjdzie lepszy czas i wreszcie nasza cywilizacja się odbuduje. Obecnie jest nas tak mało, że aż nikt nie może w to uwierzyć. Musimy troszczyć się o siebie nawzajem, bo przyszłość jest w naszych rękach. Zwłaszcza, że najmłodsza osoba na Ziemi ma 14 lat. Jak mamy się rozmnażać skoro nasze dzieci rodzą się martwe lub po kilku godzinach czy dniach ich krzyk zamiera na zawsze? Jak mamy czuć się bezpiecznie skoro zmuszają dziewczyny od osiemnastego roku życia, aby produkowały dzieci? Dla nich jesteśmy tylko macicą na nogach. Lecz oni wolą ten proces nazywać Ustawą Nadziei i wpajają nam, że ich postępowanie jest słuszne. Chcą obniżyć wiek do szesnastu lat, aby nawet tak młode dziewczyny rodziły dzieci. Bo oni myślą, że im więcej dzieci tym większe prawdopodobieństwo, że któreś urodzi się zdrowe. Może i naukowcy zbadali RM od początku do końca, lecz nie mają tego co rozprzestrzeniło chorobę – Częściowca.

1 kwietnia 2014

Jak ten czas szybko leci... - Rocznica powstania bloga!

No i nadszedł ten dzień, na który tak długo czekałam i nawet momentami powątpiewałam, że do niego dotrwam :) Od 1 kwietnia 2013 roku Prima Aprilis już nie będzie dla mnie zwykłym dniem, w którym robi się psikusy innym. Będzie to dla mnie ważna data, która zmieniła moje życie. Która wybieliła je z wszystkich kolorów, a później przemalowała w mocniejsze i bardziej widoczne barwy. Dzięki niej zmieniłam się i stałam się bardziej zorganizowana. I może ostatni miesiąc do najlepszych nie należał to zdecydowanie warto powspominać każdą chwilę, która wydarzyła się przez ten rok :)