5 kwietnia 2017

304. Recenzja „Pieśń jutra” - Samantha Shannon

„Mordercą się nie rodzisz, mordercą się stajesz.”
Autor: Samantha Shannon

Tytuł: Pieśń jutra

Seria: The Bone Season #3

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Narracja: pierwszoosobowa — Paige

Główny bohater: Paige Mahoney — 19 lat

Premiera: 26 kwietnia 2017

Ogumienie: Lubię prostotę i minimalizm na okładkach. Kiedy mamy pokazane wszystko, co najważniejsze, a tak naprawdę dostajemy niewiele. Właśnie z tego powodu bardzo lubię grafiki, które zostały stworzone dla tej serii. Mamy tutaj naprawdę wszystko, czego potrzebujemy. Nie ma zbyt wielu napisów, obrazków wyskakujących z boku okładki. Wszystko ślicznie. Do tego tytuł, który przebija się przez tę ćmę… Po prostu cudo.

UWAGA! RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY Z PIERWSZEJ I DRUGIEJ CZĘŚCI [CZAS ŻNIW ORAZ ZAKON MIMÓW]! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Najlepsze zastosowanie: Paige została Zwierzchniczką. Teraz wszystko może ulec zmianie. Dziewczyna pragnie wyjawienia tajemnicy Refaitów. Chce pokazać, co dzieje się w Szeolu I. Chce sprawić, aby jasnowidze nie byli postrzegani, jako największe zło świata. Chęci ma wielkie, jednak nie wszystko da się osiągnąć. Paige jest tego świadoma, jednak nie sprawia to, że przestanie próbować. Obecnie musi skupić się na poważnym zagrożeniu — Tarczy Czuciowej, która zostaje rozlokowana w najczęściej uczęszczanych miejscach Londynu. Potrafi ona wykryć jasnowidzów. Jeszcze nie każdą kategorię, ale z każdym dniem Sajon jest coraz bliżej odkrycia i tego. Wszystko wskazuje na to, że jasnowidze nie będą już bezpieczni. Jako Zwierzchniczka Paige musi odnaleźć sposób na zniszczenie tego postrachu jasnowidzów. Najpierw trzeba dowiedzieć się, w jaki sposób działa cała machina — zniszczenie źródła zasilania powinno sparaliżować proces powstawania nowych Tarcz. Jednak nic nie jest proste. Odnalezienie miejsca, gdzie została ukryte gniazdo będzie bardzo trudnym zadaniem. Zwłaszcza, gdy na plecach czuć oddech Sajonu i Nashiry. Paige musi się spieszyć. Los wszystkich jasnowidzów jest zagrożony. Nie ma bezpiecznego miejsca.

Tykać to kijem?: Pierwszy tom mnie zaciekawił swoim światem. Zwabił mnie, pochłonął, a później wypluł. Musiałam czekać ponad rok na premierę kolejnej części. Natomiast Zakon Mimów mnie porwał. Nie mogłam się oderwać od tej książki. Zakończenie sprawiło ogromny ból. Jak można napisać coś takiego, a później kazać czekać czytelnikom prawie dwa lata na kolejną część? JAK?!

Bohaterowie: Wiecie nad czym ubolewam? Nad tym, że narracja w tej serii nie jest prowadzona z kilku perspektyw. Tak, żebyśmy mogli poznać dogłębniej kilka osób, a także, żeby wiedzieć, co dzieje się w innym miejscu, kiedy główna bohaterka znajduje się zupełnie gdzieś indziej. To byłoby naprawdę interesujące i dodałoby dużego kolorytu całej opowieści. A jeśli nie narracja pierwszoosobowa, to przynajmniej trzecio, ale taka jak w Szóstce wron na przykład. Dzięki temu poznajemy kilku bohaterów i wiemy, co dzieje się w kilku miejscach jednocześnie. Biorąc pod uwagę fakt, że ta opowieść jest mocno rozbudowana, oraz dodając zakończenie, prowadzenie narracji w ten sposób byłoby strzałem w dziesiątkę. Mielibyśmy pełny obraz i nie musielibyśmy o różnych wydarzeniach dowiadywać się tylko i wyłącznie z relacji innych. Dodatkowo moglibyśmy dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na temat innych postaci. Mnie mocno ciekawią, na przykład Nick, Naczelnik, Maria czy Jack Pogromca Olbrzymów, a nawet ten szajbus Jaxon Hall (sorki, nie przepadam za nim). Nie powiecie, że nie chcielibyście czasami oderwać się od myśli Paige i poznać również kilka innych perspektyw?

Jeśli chodzi o samą Paige — jest ona postacią bardzo dobrze skonstruowaną. Nie sprawia to jednak, że ją lubię. Czuję jakiś dystans między nami. Nie potrafię tego określić, ale po prostu nie gramy w podobnym rytmie. Jej osoba nie do końca do mnie przemawia, co nie znaczy, że jest złą bohaterką. Po prostu ma taki typ osobowości, który nie do końca mi odpowiada. Nie rozumiem także czasami jej decyzji. Poza tym zgubiła gdzieś po drodze całą swoją siłę. Przez większość czasu wydawała się być mocno zagubiona i niepewna swego. Tak, podejmowała ważne decyzje i bywała stanowcza i zdeterminowana, jednak coś mi w niej nie pasowało. Nie jest to coś, co dostrzeże każdy i coś, co będzie każdemu przeszkadzało. Po prostu ja odniosłam wrażenie jakby była zmęczona całym tym rozgardiaszem i marzyłyby się jej jakieś wakacje, odpoczynek od tych złych wydarzeń. Jest to całkowicie zrozumiałe po tym, co przeszła, dlatego nie mam do niej o to pretensji. Po prostu nie była tą samą Paige, której siłę i determinację podziwialiśmy w poprzednich tomach.

Pióro: Zarzutem wobec autorki może być tylko i wyłącznie brak przypomnień, kto jest kim, co jest co i tak dalej. Gdyby czytelnik mógł zapoznawać się z wszystkimi książkami z rzędu, bez większych przerw, to rozumiałabym ten brak wracania do zdarzeń z poprzednich części. Natomiast kiedy kolejne części wydawane są mniej więcej co dwa lata to jest niemiłe ze strony autorki. Często łapałam się na tym, że nie miałam pojęcia, kto jest kim albo nie wszystkie pojęcia były dla mnie jasne. Wiem, że na końcu jest słowniczek, ale nie wszystkie pojęcia są tam wyjaśnione. Poważnie. W trakcie lektury chciałam sprawdzić jedną rzecz, ale nie mogłam, ponieważ nie ma czegoś takiego w słowniczku. No po prostu świetnie.

Całokształt: W tej części akcja nie pędzi. Ona sunie, delikatnie wprowadzając nas w tę historię. Sprawia, że powoli wsiąkamy w ten przepełniony jasnowidzami i przemocą świat. Nie znajdziemy tu ciągłych walk i ataków. Od początku dostajemy skondensowaną dawkę polityki, strategii i planów. Zdarzają się ataki, walki, ucieczki, jednak nie jest to aż tak spektakularne jak w przypadku Zakonu Mimów czy Czasu żniw. Jest wiele takich scen, jednak to wszystko ma całkiem inny wymiar niż w tych pierwszych dwóch częściach. Ciężko powiedzieć czy Pieśń jutra wypada lepiej czy gorzej na tle swoich poprzedniczek. Każda z części, tworzących ten cykl jest inna, niepowtarzalna. Nie można ich porównywać. Każda tworzy swoją skalę, według której jest oceniana. Dlatego nie potrafię powiedzieć, która z nich jest dla mnie najlepsza, a która najgorsza. Są od siebie tak różne, że nie da się tego porównać. Mam nadzieję, że każda kolejna część również będzie taka. Że będą tworzyły same dla siebie konkurencję.

Kasia radzi: Każdy, kto zakochał się w poprzednich dwóch tomach na pewno sięgnie po Pieśń jutra. Natomiast kto nie czuje tego czegoś w stosunku do tej serii myślę, że już nie poczuje. Jeśli po dwóch tomach nie wciągnęliście się w świat wykreowany przez Samanthę Shannon wątpię, aby ten tom Was przekonał. Z kolei, jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z tym cyklem to jak najbardziej polecam. Jest to nieprzeciętna historia, która porywa czytelnika.

Mój osąd: Potężny heros – 8/10

Książkę możecie już kupić w salonach EMPiK oraz na empik.com Jeśli jeszcze nie zamówiliście to czas najwyższy! Tym bardziej, że autorka przyjeżdża do Polski! Więcej informacji tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz