14 kwietnia 2017

308. Recenzja „Siedem minut po północy” — Patrick Ness

„Nie zawsze musi istnieć jakiś dobry bohater. Tak jak i nie zawsze musi istnieć zły. Większość ludzi plasuje się gdzieś pośrodku.”
Autor: Patrick Ness

Tytuł: Siedem minut po północy

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Narracja: trzecioosobowa

Główny bohater: Conor O’Malley — 13 lat

Ogumienie: Ta okładka, to wydanie, te ilustracje w środku! To jest po prostu niebywałe! Podziwiam ilustratora, który zabrał się za stworzenie do tej książki pięknych grafik, które umilają nam czytanie i sprawiają, że z jeszcze większą przyjemnością połyka się kolejne strony. Jestem naprawdę pod wrażeniem!

Najlepsze zastosowanie: Odkąd mama Conora zachorowała na raka, jego życie nie jest łatwe. W szkole wciąż spotykają go pełne politowania spojrzenia. Nauczyciele dają mu więcej luzu, przez co nie jest zmuszany do odpowiedzi czy odrabiania prac domowych. Nawet kiedy na początku starał się, aby wszystko było normalnie — zgłaszał się do odpowiedzi, odrabiał prace domowe — inni zdawali się go nie zauważać. Dla jego dobra starali się go zbyt mocno nie przeciążać. To wszystko doprowadza go do szału. Nie wie, co zrobić, aby znów być normalnym dzieciakiem, traktowanym na równi z innymi. Pewnej nocy Conor budzi się siedem minut po północy i słyszy jakiś głos wołający jego imię. Wszystko jest niezwykle surrealistyczne, gdyż istotą, która go woła, jest stary cis rosnący na wzgórzu. Jednak wydaje się, że ma on oczy, usta, ręce i nogi. Chłopak uważa, że to tylko sen i kiedy rano się obudzi, wszystko będzie wyglądało jak dawniej. Jednak rankiem na podłodze jego pokoju leży całe mnóstwo igieł. Jak one się tam dostały, nikt nie wie. Conor jak najszybciej sprząta bałagan i próbuje wszystko zrozumieć. Czy potwór jest prawdziwy? Następnej nocy chłopiec dowiaduje się, w jakim celu potwór się mu ukazał. Przynajmniej częściowo. Wszystko zależy od Conora i tego czy będzie chciał usłyszeć jego opowieści, które pomogą mu coś zrozumieć. Czy chłopak zechce posłuchać tego, co potwór chciałby mu powiedzieć? Czy wyniesie z tego jakieś lekcje?

Tykać to kijem?: O książce zrobiło się bardzo głośno, kiedy do kin wszedł film na jej postawie. Sama nie miałam wielkiej ochoty na zapoznanie się z nią, ale niedawno zachciałam ją przeczytać.

Bohaterowie: Conor jest zwykłym trzynastolatkiem. Jedynym odstępstwem od normy jest to, że jego matka zachorowała na raka. To w pewnym sensie doprowadza go do szału. Chodzi o to, że z tego powodu jego życie zmieniło się całkowicie. Wszyscy rzucają mu pełne politowania spojrzenia, nikt nie wie jak się z nim obchodzić, więc wszyscy przymykają oko na jego przewinienia, o ile do jakichkolwiek dochodzi. Całkowicie rozumiem jego uczucia. Przez całą tę sytuację wydaje się być całkowicie niewidzialny, co zupełnie mu się nie podoba. Nie jest w stanie nic zmienić, dlatego żyje z dnia na dzień, próbując przetrwać jakoś ten cały chaos. Potwór nie do końca mu pomaga, gdyż chłopiec najpierw uważa go za element snu, a później wytwór wyobraźni. To trochę dziwaczne i niepojęte, że nagle w jego życiu pojawia się wiekowy stwór, który pragnie jedynie prawdy od Conora. Prawdy, do której chłopak nie chcę się przyznać nawet sam przed sobą.

Pióro: Sposób przedstawienia całej historii oraz ilustracje znajdujące się w środku sprawiają, że całą książkę czyta się w naprawdę szybkim tempie. Mi zajęło jakieś półtorej godziny na zapoznanie się z nią.

Całokształt: Ta historia nie jest mocno rozbudowana. Nie ma wielu wątków, nie przeplata się zbyt wiele postaci. Nie poznajemy bardzo głęboko głównego bohatera, całej jego przeszłości. I to mi się nieco nie podobało. Z drugiej jednak strony, gdyby dorzucić do niej więcej, mogłoby być za dużo. Mogłoby wyjść zbyt nudno, a wszelkie opisy zostałyby uważane za zapychacze. Mam bardzo mieszane uczucia, jeśli chodzi o tę sferę. Od razu po przeczytaniu stwierdziłam, że byłoby lepiej, gdyby miała więcej stron, gdyby było więcej opisów pomiędzy kolejnymi spotkaniami z potworem. Jednak teraz myślę, że w recenzji zwróciłabym na to uwagę i powiedziała, że było to zupełnie niepotrzebne i sprawiało, że akcja się dłużyło. Jak widać, ciężki ze mnie czytelnik. Niełatwo zrozumieć moją pokrętną logikę.

Siedem minut po północy to, przede wszystkim, cudowna historia w przepięknym wydaniu. Ilustracje są niesamowite i zawsze nawiązują do treści lektury. Wszystko jest pięknie dopasowane i idealnie wkomponowuje się w całość. Jestem pod wrażeniem wydania tej, dość krótkiej, ale jakże świetnej opowieści. Może i nie dostajemy objętościowo dużej historii, jednak jej wielkość zostaje przedstawiona w całkiem inny sposób. Dodatkowo sami możemy wyciągnąć z niej kilka lekcji. Opowieści potwora są interesujące, a przede wszystkim nie są proste. Nie mają łatwych rozwiązań i mocno trzeba się zastanowić, kto w nich jest zły. To pokazuje jak barwnymi postaciami są ludzie. Nigdy nie są albo czarni, albo biali. Mają w sobie tyle odcieni szarości, że jest to aż nieprawdopodobne.

Kasia radzi: Jeśli szukacie krótkiej opowieści, ale niosącej za sobą jakieś przesłanie, jak najbardziej powinniście zabrać się za Siedem minut po północy. Może nie jest to historia pozbawiona wad, ale przyznać trzeba, że ma w sobie coś niesamowitego i wartego poznania.

Mój osąd: Rozkładający się zombie — 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz