19 czerwca 2016

248. Recenzja „Zawód: wiedźma” - Olga Gromyko

„Z dwojga złego wybiera ten, któremu brakuje odwagi, by zmierzyć się z oboma.”
Autor: Olga Gromyko

Tytuł: Zawód: wiedźma

Seria: Kroniki Belorskie #1

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Narracja: pierwszoosobowa – Wolha

Główny bohater: Wolha Redna – 18 lat

Romans: Mam ogromną nadzieję, że wreszcie się pojawi

Ogumienie: Kiedy po raz pierwszy ujrzałam tę okładkę stwierdziłam, że jest dużo lepsza od tej poprzedniej. Jest tutaj nastoletnia dziewczyna, co sprawia, że możemy sądzić, iż jest to Wolha. Tym bardziej, że ma rude włosy. Ja z całości jestem niezmiernie zadowolona, choć postać dziewczyny wygląda dla mnie nieco za młodo. Ale jestem w stanie przymknąć na to oko, jeśli każda z kolejnych części będzie równie urodziwa.

Najlepsze zastosowanie: Wolha Redna nie jest zwykłą dziewczyną. Kiedy wszystkie magiczki wybierają się na zielarstwo czy wróżbiarstwo, ona zdecydowanie bardziej pragnie zostać magiem praktykiem. Zawód ten jest typowo męski, dlatego w całej grupie jest jedyną istotą płci żeńskiej. Od ośmiu lat z większym lub mniejszym skutkiem przyucza się i próbuje stać się jak najlepsza w swoim fachu. Często jednak pakuje się w kłopoty, na szczęście mistrz ma do niej słabość i wiele uchodzi jej na sucho. Pewnego dnia zostaje do niego wezwana i otrzymuje dziwne zadanie. Ma wyjechać do Dogewy – osady zamieszkiwanej przez wampiry. Musi odkryć istotę, która zabiła już 13 osób. Wolha nie jest do końca pewna czy to dobry pomysł. Mimo że z wampirami żyją w zgodzie to tak naprawdę nikt nic o nich nie wie. Nadal krążą mity, że nie odbijają się w lustrach, spalają się w słońcu i czosnek jest dla nich śmiercionośny. Z racji tego, że w Dogewie nie zostaje powitana przez potwora, zanim ten się zjawi dziewczyna postanawia sprawdzić te wszystkie mity. Ciekawa jest, które z nich są prawdziwe, a które to tylko bujdy. Nie może jednak zapominać o swoim zadaniu – zabiciu istoty, która sieje postrach wśród wampirów. Jednak jak ma tego dokonać adeptka, skoro profesjonalnym magom się ta sztuka nie udała?

Tykać to kijem?: Swoją przygodę z Olgą Gromyko zaczynałam właśnie od tej książki. Jednak czytałam pierwszą część tego tomu, wydaną przez inne wydawnictwo i było to prawie trzy lata temu. Z tego powodu niezmiernie cieszę się, że mogłam powrócić do tego świata.

Bohaterowie: Wolha to świetnie skonstruowana postać, której nie da się nie polubić. Jest ona niezwykle barwna i nigdy do końca czytelnik nie jest pewien co zrobi. Jej umysł jest plątaniną myśli i niekiedy przychodzą jej do głowy dość nieprzeciętne pomysły. Bywa wredna, czasami jest zaskakująco odważna, choć niekiedy można to mylnie brać za głupotę. Jest waleczna i kiedy wszyscy członkowie jej rodziny zmarli, mając dziesięć lat poszła do Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa, aby stać się magiem praktykiem. Jest uparta i kiedy coś sobie ubzdura, nic nie jest w stanie jej wyprowadzić z obranej drogi. Dla mnie Wolha jest świetną osobą i bardzo ją lubię za upór, przywiązanie do przyjaciół, wredotę i umiejętność szybkiego podejmowania decyzji, choć nie zawsze słusznych.

Poza Wolhą na uwagę zasługuje Len. Wampir, którego udaje jej się poznać w Dogewie i wychodzi na to, że dość dobrze się dogadują. Chłopak został w młodym wieku rzucony na głęboką wodę i kiedy znalazł osobę, z którą może wreszcie być sobą postanawia się jej trzymać. Len jest interesującą postacią, choć niekiedy jego zachowanie potrafi zadziwić, gdyż postępuje tak jak mały dzieciak. Jednak jestem mu w stanie to wybaczyć, bo dość szybko przyszło mu dorosnąć i nie miał kiedy się wyszumieć.

Pióro: Olga Gromyko pisze lekko i z polotem, za co ją ubóstwiam. Czytając jej książki się płynie i nie zważa na nic. Szybko się w nie zagłębia i wsiąka w przedstawiony przez nią świat.

Całokształt: W świecie Wolhy Rednej już miałam okazję się znaleźć, gdyż ta seria została już w całości wydana przez inne wydawnictwo. Niestety, ale jest ono równie niedostępne, co Łęcka dla Wokulskiego. Na szczęście znalazło się wspaniałe wydawnictwo, które postanowiło wydać całe Kroniki Belorskie. Jestem tak niezmiernie szczęśliwa z tego powodu, gdyż oznacza to, że nareszcie zakończę tę serię i dowiem się jak to z tym Lenem było. Czy pojawiał się w kolejnych tomach i jak się cała opowieść Wolhy zakończyła.

Książka podzielona jest na dwie części, gdzie opowiedziane są różne historie. Pierwsza dzieje się w Dogewie, a druga nieco w Starminie, a nieco w podróży. Obie są równie pasjonujące i interesujące. Akcji nie brakuje, a i zaskakujące zwroty akcji niekiedy się przydarzają. Gromyko stworzyła świetny świat, gdzie żyje wiele różnych istot. Jest to również miejsce nieprzewidywalne i zaskakujące, nawet dla samej głównej bohaterki.

Kasia radzi: Jeśli nie czytaliście żadnej książki Olgi Gromyko, a lubicie fantastykę to koniecznie musicie to nadrobić. Ta pozycja jest nieprzeciętna, pełna humoru, a kiedy trzeba i powagi. Jest zaskakująca i napisana w tak wspaniały sposób, że nie da się od niej oderwać ani na chwilę.

Mój osąd: Słodki anioł – 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz